Moja psychoterapia to uspokojenie

Photo by chester wade on Unsplash

Na początek małe ostrzeżenie

Ten tekst jest dość osobisty, bardzo subiektywny i bynajmniej nie jest opowieścią kogoś, kto się „ogarnął” i teraz wiedzie życie pełne sukcesów, bo dzięki psychoterapii przepracował swoje lęki, skorygował błędne interpretacje otaczającego go świata, odnalazł spokój i wróciła mu wewnętrzna pewność siebie.
To nie jest opowieść o tym jak zostałem zwycięzcą.

Jeśli wolisz przeczytać coś po prostu obiektywnego, to bardzo polecam tekst pt. „Czym jest psychoterapia” napisany przez profesjonalistkę.

Dlaczego to napisałem?

Poczułem potrzebę podzielenia się swoimi przemyśleniami o psychoterapii, gdy po niespełna czterech miesiącach regularnych spotkań z terapeutką dotarliśmy do źródła moich problemów, takiego węzła gordyjskiego w mojej osobowości, który teraz muszę sobie rozplątać, czytaj: po trzech miesiącach wydawania kasy na gadanie o sobie dopiero zaczynam dostrzegać realny sens tego.

Ale przede wszystkim mam nadzieję, że pomogę tym tekstem podjąć decyzję o rozważeniu terapii komuś, kto tak jak ja, był przekonany że sam sobie poradzi ze swoimi demonami, że wciąż i wciąż odżywające lęki, wybuchy agresji, poczucie wyobcowania będą dla niego jak ciemna strona mocy dla Lorda Sithów.

„Wciąż sami, jak palec, co dobrze nie wróży
Obcy jak ósmy pasażer podróży”*

Co jest najtrudniejsze w psychoterapii?

Trudny na pewno jest ten czas w którym się po prostu rozmawia i nie widać żeby z tych rozmów coś wynikało, szczególnie jeśli ktoś — tak jak niżej podpisany — ma problem z pełnym zaufaniem ludziom od których jest zależny plus chce zawsze szybko widzieć efekty tego co robi. Terapia to nie jest sprint i raczej też nie pół maraton. W większości przypadków to jest ultra maraton. Po górach. W zimie.
Ja znalazłem się na etapie życia w którym musiałem zaufać terapeutce, ponieważ kolejne gwałtowne wypalenie spowodowało kolejne gwałtowne odejście z kolejnej pracy.

„Mówiłaś mi, że mam się zmienić
Lecz jak to zrobić, gdy od lat jesteśmy sami w sobie uwięzieni?
Komu mam wierzyć? Co nazwać zaufaniem?”*

Najtrudniejsze jest jednak przyznanie się przed sobą samym do swoich słabości i lęków. Otworzenie się na poczucie bezradności, gdy nie próbuję ich maskować, przerzucać na otoczenie, uciekać.
Tylko i aż tyle.

„Najlepiej się podpalić, bunt publicznie wyrazić
Bo by spojrzeć sobie w twarz trzeba zbyt dużo odwagi
A sumienie w stylu zgagi drażni każdy nerw”*

No więc dlaczego psychoterapia jest dla mnie uspokojeniem?

Wersja dla ludzi z branży IT: Te cotygodniowe spotkania z terapeutką są dla mnie prawie dokładnie tym, czym w Scrumie są retrospekcja i podsumowanie sprintu dające pewność, że idziemy z projektem w dobrym kierunku, a zmiany czy błędy nie pociągają za sobą dużych kosztów.
Wersja dla normalnych ludzi: na sesjach rozmawiamy sobie o tym jak się czułem w ciągu tygodnia, co robiłem co z wniosków wyciąganych podczas terapii udało mi się zastosować w codziennym życiu, dzielę się sytuacjami w których czuję, że nie „ogarnąłem”, dzielę się swoimi przemyśleniami dlaczego tak się stało.
Nawet jeśli znów stracę kontrolę, dostanę ataku lęku, czy dramatycznie spadnie moje poczucie własnej wartości, to łatwiej mi to akceptować notując sobie tylko co i dlaczego się wydarzyło po to, aby omówić to na sesji i następnym razem w podobnych okolicznościach zareagować być może już inaczej.
Taka retrospekcja (a w zasadzie przekucie jej w konkretne działania) jest o wiele, wiele trudniejsza, gdy człowiek stara się tak robić samemu.
Kluczowe dla mnie jest to, że moja terapeutka mnie nie ocenia i nie mówi mi czy coś robię źle czy dobrze, mam sam wyciągnąć swoje własne wnioski. Ona daje mi tylko bardzo dużo informacji kontekstowych, dostarcza inne perspektywy, pobudza mnie do myślenia.

Te „cykle” dają mi autentyczne poczucie postępu i zmian — czyli metoda małych kroczków, które jednak zostawiają ślady.

No i w końcu nie czuję wyrzutów sumienia, gdy wyrzucam z siebie strumień myśli, bo w końcu mam do czynienia z osobą, której nie zrobię tym krzywdy.

A na koniec o tym jak to się zaczęło

I prawdopodobnie najmniej ważne, ale być może ktoś akurat jest w podobnej sytuacji jak ja parę miesięcy temu i zauważy jakąś analogię.
Do psychoterapii i chodzenia na nią bez względu na moje odczucia zmotywowało mnie, jak już wyżej wspomniałem, kolejne odejście z pracy.
Tylko że tym razem było inaczej, niż zazwyczaj — z jednej strony sam zauważyłem, że schemat odejścia się powtarza, z drugiej obiektywnie bardzo dobrze czułem w tym miejscu, ale najważniejsza była konsultacja z osobą robiącą w firmie świetne szkolenia „miękkie” — usłyszałem wtedy, że w końcu muszę się skupić na sobie, a nie na innych, że nadejdzie w końcu moment w którym nie znajdę siły aby samemu się podnosić po każdym upadku.

Tym razem do mnie dotarło, że czas wziąć się realnie do działania i zmienić coś więcej, niż tylko rolę lub pracodawcę. I tym razem to nie był słomiany zapał.
Czyli trochę jednak jestem już zwycięzcą 😊

*Zaznaczone gwiazdką cytaty pochodzą następujących utworów:
Paktofonika — Nie ma mnie dla nikogo
O.S.T.R. — Mówiłaś mi
O.S.T.R. — Świata kwietnik

Agile Web Developer

Agile Web Developer